ubezpieczenia-rybnik.pl zwierzę
Partnerzy
W grudniu ub.r. choroba szalonych krów pojawiła się w USA. Urzędnicy federalni podali do wiadomości, że krowa rasy holstein z Mabton w stanie Waszyngton zapadła na chorobę znaną pod oficjalną nazwą gąbczasta encefalopatia bydła (BSE bovine spongiform encephalopathy). Wiadomość ta wywołała poruszenie wśród naukowców, urzędników państwowych, hodowców bydła i dziennikarzy, którzy gorączkowo poszukiwali informacji na ten temat jeszcze długo po Nowym Roku. Niemniej dla tych z nas, którzy prowadzą badania nad chorobą szalonych krów i pokrewnymi jej śmiertelnymi schorzeniami wyniszczającymi mózg, wykrycie chorego zwierzęcia nie było zaskoczeniem. Specyficzna natura prionupatogenu odpowiedzialnego za chorobę spowodowała, że już znacznie wcześniej zdaliśmy sobie sprawę, jak trudne będzie kontrolowanie takich schorzeń i zapewnienie bezpieczeństwa żywności. W miarę jak naukowcy lepiej poznają zagrożenia związane z chorobami prionowymi, których bezobjawowe wylęganie może trwać lata, a nawet dziesięciolecia, powstają strategie mające zapobiegać epidemii. Spośród narzędzi walki z chorobą kluczową rolę odgrywają bardzo czułe testy niektóre już dostępne, inne w trakcie opracowywania pozwalające wykrywać chorobotwórcze priony nawet u osobników niewykazujących żadnych objawów; obecnie BSE diagnozuje się dopiero u zwierząt, które padły lub pochodzą z uboju. Naukowcy zrobili także pewne postępy w leczeniu śmiertelnej choroby prionowej występującej u ludzi, nazwanej chorobą CreutzfeldtaJakoba (CJD). CHOCIAŻ POWSZECHNA OBAWA PRZED BSE jest w USA czymś nowym, prace nad zrozumieniem i zwalczaniem tej choroby i jej pokrewnych nabrały tempa dość dawno temu. Na początku lat osiemdziesiątych postawiłem hipotezę, że zakaźny ...
Partnerzy
W Instytucie Fizjologii i Patologii Słuchu w Warszawie dobrze pamiętają datę 12 lipca 2002 roku. Odbyła się tam wtedy pierwsza w Polsce i pierwsza opisana w literaturze światowej operacja wszczepienia implantu ślimakowego u pacjentki z częściową głuchotą. Przeprowadzono wówczas transmisję przez Internet do wielu ośrodków klinicznych w Europie i Stanach Zjednoczonych, aby wszyscy zainteresowani mogli na bieżąco śledzić nową technikę operacyjną, która umożliwiła osobie z zachowanym częściowo słuchem powrót do pełnego świata dźwięków. Wykonujący zabieg dyrektor instytutu, znakomity otochirurg profesor Henryk Skarżyński, zdawał sobie sprawę z najważniejszych warunków, jakie musi spełnić, by operacja dała spodziewany rezultat: oby tylko nie zniszczyć zachowanych i sprawnie funkcjonujących elementów zmysłowych ucha wewnętrznego, oby podczas wprowadzania wiązki elektrod nie zahaczyć o wewnętrzną krzywiznę ślimaka, oby nie wywołać niepotrzebnego krwawienia. Tylko w ten sposób mógł obalić dotychczasową teorię, zgodnie z którą wszczepienie implantu ludziom z częściową głuchotą, zamiast wzmacniać słuch, ostatecznie całkowicie go ich pozbawia. Długo przed operacją ćwiczył na preparatach kości skroniowej, jak jednym ruchem wprowadzić do ślimaka elektrody, aby nie uszkodziły żadnych elementów w uchu wewnętrznym. Kilkaset razy otwierał tę część ucha przy okazji innych operacji. Ale poprzedni pacjenci, którym zakładał implanty (po raz pierwszy takie urządzenie w Polsce Skarżyński wszczepił w 1992 roku), byli całkowicie głusi, więc niewiele mieli do stracenia. Tym razem stawka była o wiele wyższa. PIERWSZE NACIĘCIE za małżowiną uszną. Tu jest początek drogi, która prowadzi do ...
Mapa strony